Edyta Herbuś & Biesy Polskie | Krótki wywiad z modelką

Okrucieństwo i cierpienie często idą w parze - przekonał się o tym duch Żelaznej Dziewicy z Wrocławia. Jest to jedna z postaci, którą zobaczycie na wystawie „Biesy Polskie”. Jak pracowało się nad portretem inspirowanym tą postacią? Odpowiada Edyta Herbuś!


Artystyczny portret Edyty Herbuś w stylizacji inspirowanej legendarnym duchem

W głębokich podziemiach piastowskiego zamku (na którego miejscu stoi dziś gmach uniwersytetu) miała się niegdyś znajdować tajemnicza maszyna. Ufundowane przez sadystycznego kasztelana, złej sławy urządzenie żywcem miażdżyło i cięło na kawałki wrzuconych do niego ludzi. Było prawdziwym postrachem więźniów, a jego cichy turkot przerywany wrzaskami mordowanych doprowadzał osadzonych do szaleństwa. Zły kasztelan chętnie przyglądał się egzekucjom, aż pewnego razu za sprawą swojej córki sam padł ofiarą diabelskiej maszyny. Ojcobójstwo, choć sprawiedliwe, oczywiście sprowadziło na dziewczynę przekleństwo – jej duch po dziś dzień błąka się pośród podziemnych korytarzy dźwigając ciężkie, pokutne łańcuchy.


Jak przyjęłaś propozycję Maksymiliana na udział w tak oryginalnym projekcie? Edyta Herbuś: Przede wszystkim przyjęłam ją dlatego, że Maksymilian zdaje się być zafascynowany tematem kobiecości i w swoich projektach stwarza przestrzeń do kreowania ciekawych kobiecych postaci. A po drugie, dlatego że proponowana postać była odrealniona, co jest dużym wyzwaniem, silnym bodźcem do puszczenia wodzy fantazji. Zanim zaczęliśmy ze sobą współpracować, podczas rozmowy telefonicznej, przekonał mnie ogromną pasją, z jaką opowiadał o projekcie oraz wiedzą na temat tych mitycznych bohaterek. Pomyślałam, że razem mamy szansę stworzyć coś nowego i wartościowego. Historia, która wiąże się z pani postacią jest mroczna i tragiczna. Jak wchodzi się w taką rolę przed obiektywem aparatu?

Z taką samą intencją, jak przy każdej innej. Najpierw poszukuję wszelkich informacji na temat bohaterki, potem określam jej właściwości i kreuję ją w sobie. Określam jej cechy, motywy działania, próbuje ją zrozumieć , a jak się uda to nawet polubić. „Żelazna dziewica” jest wyzwaniem, bo legenda głosi, że kobieta ta została potępiona za to, że dopuściła się ojcobójstwa. Ja nie mogę oceniać postaci, tylko muszę skupić się na znalezieniu jak największej ilości powodów, dla których można dopuścić się takiego czynu. Jeśli nie znajduje ich w historii i biografiach, muszę dopowiedzieć je sobie sama. Tutaj znalazłam - była to chęć wymierzenia sprawiedliwości, akt wymagający olbrzymiej odwagi i poświęcenia. Tym poświeceniem jest życie własnego ojca, który w okrutny sposób torturował i zabijał ludzi. Na tym się skupiłam. Na emocjach związanym z ogromna ceną, którą ta bohaterka - władczyni, musiała zapłacić za pozostanie wierną sprawiedliwości. To porażający konflikt. „Żelazna Dziewica” zdecydowała się doświadczyć własnego ojca takim samym okrucieństwem, z jakim on traktował innych ludzi. Na plan przybywam zawsze z moją bohaterką wewnątrz siebie. Potem wspólnie, również poprzez kostium i charakteryzację, ale przede wszystkim w relacji z reżyserem-fotografem, ożywiany ją na planie. Czy my współczesne kobiety możemy się w jakiś sposób identyfikować z tymi mitycznymi bohaterkami?

Wiele mamy wspólnego, choć w mitach pewne kobiece cechy są uwypuklone, czasem przerysowane, by mogły stać się konkretnym symbolem. Natomiast rzeczywistość wokół jest kompletnie odmienna. Różni się mentalnością ludzi danej epoki, poziomem świadomości. To kompletnie zmienia perspektywę. Kiedyś przecież kobiety były palone na stosach na przykład z powodu intuicji. A jak wiadomo, ludzie najczęściej atakują innych ze strachu. Kiedy coś przerasta ich samych lub nie mają dostępu do pewnych uczuć, emocji i nie potrafią zrozumieć ich u innych. Czują się wtedy niepewni, zagrożeni. Wtedy właśnie dzieją się najokrutniejsze rzeczy. Dziś wiele kobiet dobywa swojej mocy, własnego głosu. Przestają być już tak mocno podporządkowane mężczyznom jak kiedyś. Widać to wszędzie: w mediach, polityce, kinie. Bohaterstwo kobiet wyłania się w codziennym życiu, w sprawach drobnych i wielkich. Bardzo mnie to cieszy. Właściwy feminizm nie potrzebuje przecież krzyku i agresji, ale konkretnego wyrażania i reagowania z pozycji mocy, a nie siły. Wierzę, że mężczyźni będą również nas w tym wspierać. Kiedy założeniem jest zrozumienie drugiego człowieka, nie ma potrzeby udowadniania, kto ma racje lub kto jest silniejszy. Jesteśmy różni, mamy różne poglądy, czasem nie zgadzamy się ze sobą. Ale odpowiedzią na wszelkie spory jest równowaga, współpraca, równość i partnerstwo.


Rozmawiała: Jenis Dolega / Prestiż Magazine